Zniewolony przez piekło wybrany przez niebo

Zniewolony przez...

Autor: Kelley Curtis
Tytuł: Zniewolony przez piekło wybrany przez niebo
Format: wys 20,5 x szer 13
Wydawca Polski: Wydawnictwo Jakub, Wrocław
Na licencji: CopperScroll Publishers
ISBN: 978-83-929446-1-4
Ilość stron: 135
Waga: 160 g
Cena detaliczna: 19 PLN

W tej niesamowitej książce, sługa Boży i były bokser wagi ciężkiej, Curtis „Earthquake” Kelley, przedstawia niecodzienne świadectwo swojego zbawienia i uwolnienia z mocy voodoo oraz magii. Autor opowiada też o swoich doświadczeniach związanych ze śmiercią kliniczną. Pierwszy raz zmarł w wieku kilkunastu lat po przedawkowaniu narkotyków. Trafił wówczas do piekła. Drugi raz na skutek pęknięcia tętniaka mózgu kilka lat później. Trafił wówczas do raju. Curtis Kelley odpowiada na takie pytania jak: Czy niebo i piekło są realne? Co dzieje się, gdy umieramy? Jakie przesłanie do Kościoła kieruje dzisiaj Bóg? Jakie są schematy działania diabła? Jak żyć w zwycięstwie, które Jezus zapewnił nam na krzyżu oraz… jak być pewnym tego, gdzie spędzi się wieczność?

Curtis „Earthquake” Kelley to namaszczony mówca i wspaniały mąż Boży. Przemawiał na wielu naszych zgromadzeniach w całym kraju. Gorąco polecam tę książkę!
– Richard Shakarian
PRZEWODNICZĄCY MIĘDZYNARODOWEGO STOWARZYSZENIA BIZNESMENÓW PEŁNEJ EWANGELII

Były bokser wagi ciężkiej Curtis „Earthquake” Kelley jest założycielem i pastorem The Bridge of Deliverence International w Hollywood, w Kalifornii. Usługuje na całym świecie. Jest nie tylko popularnym mówcą, ale też człowiekiem potężnie namaszczonym do służby uwolnienia. Pojawił się w telewizji TBN oraz programach Manna-fest i It’s Supernatural.

__________________________________________________________________________________________________

Rozdział 2

Klątwa voodoo (fragmenty)

Po pewnym czasie przekonałem się, że klątwy nie działają na wszystkich ludzi – mianowicie… na nowo narodzonych chrześcijan. Zobaczyłem też, że są istoty, które mają więcej mocy niż duchy, którym służyłem.

Miałem dwóch kolegów, z którymi chodziłem do szkoły. Byli to bracia Davis. Nasze mamy przyjaźniły się. Pewnego dnia bracia Davis oddali swoje życia Bogu. Zwracając się do Jezusa, porzucili nas, dlatego przestałem ich lubić. Ponadto straciliśmy dwóch stałych klientów, którym dostarczaliśmy narkotyki, a ja nie chciałem tracić klientów z powodu Jezusa. Postanowiłem więc użyć moich umiejętności voodoo, by ich przekląć.

Wysłałem złego ducha, aby ich dręczył. Jednak ten wrócił i powiedział: „Nie jestem w stanie ich tknąć”.

Spróbowałem ponownie, wysyłając go po raz drugi. Powrócił z tą samą odpowiedzią: „Nie mogę im nic zrobić”.

Do tego czasu byłem już na tyle mocno zaangażowany w okultyzm, że praktykowałem podróże astralne. Jest to praktyka o podłożu demonicznym. Polega na tym, że osoba zmusza swego ducha do wyjścia z ciała i dzięki temu może przenieść się dokądkolwiek zechce. Zdecydowałem udać się do braci Davis w wymiarze duchowym i na własne oczy zobaczyć, czemu demon nie mógł ich tknąć.

Gdy tam dotarłem, przeżyłem szok. Zobaczyłem dwa, wielkie – mające dwa i pół metra wzrostu – anioły z płonącymi mieczami, otaczające tych chłopców i strzegące ich jak wojownicy. Przemieszczali się z jednej ich strony na drugą z wyciągniętymi mieczami, jakby byli gotowi do bitwy. Pomyślałem: „O rany, jak to możliwe, że te istoty są silniejsze ode mnie?”.

Od tamtej pory zawsze już byłem miły dla braci Davis. Niestety później obaj chłopcy odwrócili się od Boga. Kiedy pewnego razu zobaczyłem ich w nocnym klubie, pijących i tańczących, byłem na nich wściekły. Nie byłem jeszcze wtedy zbawiony – byłem zepsutym grzesznikiem, tkwiącym po uszy w okultyzmie – ale miałem ochotę potrząsnąć nimi i krzyknąć: „Zwariowaliście? Czy w ogóle macie pojęcie, kto was ochraniał? Nie miałem mocy, żeby przeciwstawić się tym aniołom. Jak mogliście odwrócić się od Boga!”.

Sami widzicie – opłaca się być zbawionym, posłusznym Bogu i pełnym Jego Ducha. Nie ma większej ochrony. Żaden człowiek ani demon z piekła nie może nałożyć na ciebie klątwy, gdy ochrania cię Bóg i jego dwu i półmetrowi aniołowie uzbrojeni w ogniste miecze. Możesz ich nawet nie widzieć, ale jesteś przez nich chroniony.

Przypomina mi się pewna lekcja fizyki, która miała miejsce w siódmej klasie. Nasz nauczyciel powiedział, że w wodzie znajduje się wiele stworzeń niewidocznych gołym okiem. Ponieważ uważałem, że wiem lepiej, zaprotestowałem: „Wcale nie, woda jest przeźroczysta – jak coś w niej może być?”.

Odpowiedział: „Skoro uważasz, że wszystko wiesz, nalej wody z kranu do szklanki i przynieś tutaj”. Gdy to zrobiłem, nauczyciel polecił mi wziąć kroplę wody i umieścić pod mikroskopem.

– „Teraz popatrz przez mikroskop i powiedz, co widzisz”.

Gdy to zrobiłem, ledwie mogłem uwierzyć własnym oczom! W wodzie ruszało się i wiło mnóstwo żyjątek: „O rany! Ile stworzeń jest w jednej małej kropli wody!”– krzyknąłem.

Wtedy nauczyciel powiedział coś, co utkwiło mi na zawsze w pamięci: „Tylko dlatego, że czegoś nie widzisz, nie oznacza, że tego nie ma”.

Ta sama prawda odnosi się do rzeczywistości duchowej. Niektórzy chrześcijanie są jak Curtis – siódmoklasista, który myślał, że wie lepiej niż nauczyciel. Może wierzą w anioły, ale nie w demony. Nie wierzą w sferę demoniczną, myśląc, że skoro jej nie widzą, to jej nie ma.

Proszę, uwierzcie komuś, kto miał z tym styczność – demoniczne duchy są rzeczywiste. Czasem to, czego się nie widzi, jest bardziej realne niż to, co się widzi. Tylko dlatego, że tego nie widać, nie znaczy, że tego nie ma

Rozdział 7

To jest raj (fragmenty)

Pewnego wieczoru poprosiłem pielęgniarkę o zamknięcie drzwi od mojej sali, bo chciałem zostać sam na sam z Bogiem. Gdy tak leżałem w łóżku, znów chwaliłem Pana za uratowanie mi życia. Możecie sobie wyobrazić, jak wdzięczny Mu byłem, że po raz kolejny uratował mnie od piekła! Myślałem o tym, jak byłem Mu nieposłuszny, o czasie, który zmarnowałem, i o tym, jak Go zraniłem. Tamtego wieczoru chwaliłem Go z całych sił. Powtarzałem w kółko „dzięki Ci Jezu”. Następnie zamilkłem i płakałem z wdzięczności do Niego.

Nagle zacząłem mocno odczuwać Bożą obecność, a w sali robiło się coraz jaśniej. Wcześniej nie było całkiem ciemno, bo przez okno wpadało światło z ulicznych latarń. Jednak to światło nie pochodziło z zewnątrz. Gdy zastanawiałem się, skąd się ono bierze, nagle zauważyłem coś zbliżającego się od strony sufitu. Byłem zachwycony, gdy okazało się, że jest to piękna prostokątna złota skrzynia, misternie zdobiona płaskorzeźbami i pokryta płatkami czystego złota. Musiał ją zaprojektować jakiś niezwykły artysta. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, co to jest, ale później, w 2006 roku, zobaczyłem replikę Arki Przymierza. Wyglądała tak samo jak ta złota skrzynia w szpitalu, z tym że na „mojej” skrzyni nie było cherubów.

Nagle poczułem, że wyszedłem z ciała. Byłem lekki jak piórko i unosiłem się w powietrzu. Popatrzyłem na mężczyznę, który leżał w łóżku, z rurkami podłączonymi do ramienia i innymi, doprowadzającymi tlen do nosa. Pomyślałem: „Ten człowiek jest w strasznym stanie. Wygląda na to, że nie przeżyje”.

Następnie dotarło do mnie, że tym człowiekiem jestem ja. Nie miałem pojęcia, że jest ze mną aż tak źle. Pomyślałem: „Earthquake Kelley, już po tobie. Gdy pielęgniarki wejdą do sali, odkryją, że umarłeś”. Nie było mi żal, że nie żyję. Zastanawiałem się tylko, co teraz będzie – czy tak będę dryfował cały czas pod sufitem?

Nie trwało to jednak długo. Aniołowie tak jaśni, że ciężko było na nich patrzeć, czekali już na mnie. Poprosili mnie, bym wsiadł do skrzyni, i gdy to zrobiłem, delikatnie mnie podnieśli. Ja w tym czasie chwaliłem Boga za to, że jestem zbawiony. Wydawało się, że upłynęła sekunda, a już byłem w raju. Aniołowie wyjęli mnie ze skrzyni i postawili obok innego anioła, ubranego w złoto. Ten powiedział do mnie: „Pochodź sobie trochę i porozglądaj się”.

Brak mi słów, by opisać to, co zobaczyłem i czego doświadczyłem! Niewyobrażalne piękno otaczało mnie ze wszystkich stron! ….